„Tygrys” odpowiadał na wszystkie pytania.
Na pomysł zaproszenia mistrza do Świecia wpadły pracownice świeckiego OPS-u, Anita Zaremba-Szydeł oraz Katarzyna Manikowska-Plackowska.
Informacje o fundacji Darka Michalczewskiego znalazły w Internecie i postanowiły zaprosić go do Świecia, by opowiedział naszym młodym podopiecznym, że warto w życiu postawić na sport, a nie używki i błąkanie się po ulicach.
Młodzi chłopcy skupieni przy osiedlowych drużynach Gwiazdy Miasteczko i Czarnych Wilków przygotowali Tigerowi multimedialną prezentację. W kolejnej części spotkania, Michalczewski opowiadał o przebiegu swojej kariery i rozterkach z tym związanych.
Mój ojciec zmarł na raka, gdy byłem małym chłopcem. Początkowo trenowałem w gdańskim Stoczniowcu piłkę nożną i boks, ale zdecydowałem się jednak na to drugie. Duża w tym zasługa trenera, który zawsze mówił do mnie, żebym uprawiał sport, a nie rozrabiał – opowiadał Tiger.
Gdy tylko doszło do zadawania pytań, Tygrys jeszcze bardziej się ożywił, zwłaszcza, że wiele z nich było dość prowokacyjnych.
-Na pytanie co myśli o Gołocie, odpowiedział, że nie robi dobrej reklamy dla boksu. Ucieczka z ringu to kiepska promocja. Ja zawsze wolałem walczyć z tymi, co zyskują szacunek, wygrywając – mówił nie owijając w bawełnę mistrz.
Michalczewski opowiadał też o dylematach bycia osobą publiczną. Oberwało się przy tym dziennikarzom, na których nie pozostawił suchej nitki. Mistrz operował przy tym dość swobodnym językiem, nie stroniąc jednak od dość mocnych sformułowań.
Po spotkaniu „Tiger” długo jeszcze pozował do zdjęć i rozdawał autografy, po czym udał się spróbować swoich sił do kręgielni.
|